środa, 11 kwietnia 2018

Dz. Ap. 16:30



„Co mam czynić, abym był zbawiony?”
Dz. Ap. 16:30

Reporter pewnego czasopisma zatrzymywał na ulicy przypadkowych ludzi, pytając ich: „Jaką ma pan/pani szansę, żeby pójść do nieba?”. Jakaś kobieta przyznała, że ona sama nie ma żadnej szansy, ale miała nadzieję, że jej wierzący ojciec wstawi się za nią u Pana Boga. Taksówkarz rzekł, że ma codziennie szansę dostać się do nieba: „Wystarczy, że ulegnę śmiertelnemu wypadkowi, a już tam będę”. Pewien starszy pan pozwolił sobie na żart: „Moje szanse są bardzo nikłe, bo nie umiem ani grać na harfie ani śpiewać. Takich jak ja w niebie nie potrzebują”. Jego towarzyszka była już innego zdania: „ Mam nadzieję, że po śmierci pójdę do nieba, bo jestem przecież ochrzczona i byłam w komunii, chodzę regularnie do kościoła i daję na ofiarę”. Najkrótsza odpowiedź brzmiała: „Jakoś to będzie”. Inny człowiek przytoczył zdanie pewnego cynika: „Mnie jest tu dobrze na ziemi. Niebo zostawiam aniołom i szpakom”. Odpowiedzi te są może i dowcipne, ale jednocześnie przerażające, bo w Biblii czytamy, że „Bóg się nie da z siebie naśmiewać”. Potrzebne było trzęsienie ziemi, żeby strażnik więzienny z przytoczonego powyżej fragmentu zawołał wreszcie: „Co mam zrobić, abym był zbawiony?”. Jakiego wstrząsu muszą doznać ludzie, tacy, jak z tej ulicy, aby poważnie podejść do zagadnienia wieczności? Czy nawet wtedy, gdy zaczną szukać prawdy, usłyszą właściwą odpowiedź? Ap. Paweł i Sylas odrzekli strażnikowi: „Uwierz w Pana Jezusa” (w. 31). Ilu ludzi pytając dzisiaj o drogę do nieba usłyszy tak jednoznaczne słowa?

„Człowiek nigdy nie powinien zatrzymywać dla siebie otrzymanej łaski. Jego obowiązkiem jest przekazywanie światła tym, którzy siedzą w ciemności, wskazywanie drogi błądzącym i ostrzeganie tych, którzy uparcie zbaczają z właściwej drogi.”
/W. Barclay/