poniedziałek, 7 maja 2018

Dz. Ap. 17:24-25



„Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych, ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.”
Dz. Ap. 17:24-25

W starożytnym pogaństwie uważano każdego boga za uzależnionego od swoich czcicieli, ponieważ był on zdany na ich służbę i dary. Współczesne pogaństwo ma w głębi ducha podobne odczucie. Wiele osób sądzi, że Bóg jest jakby zobowiązany kochać ludzi i im pomagać. Tłumaczą to sobie na różne sposoby, np. że bez nas nie miałby kogo darzyć miłością lub, że zasługujemy sobie na nią naszym poprawnym życiem. Jednak takie idee są  bezpodstawne. Dobre samopoczucie Boga nie jest zależne od stworzeń. I też On wcale nie musiał okazać nam łaski, zawieszając Swą sprawiedliwość, według której bylibyśmy niewątpliwie potępieni. Jeżeli tak czyni, to jest to rezultatem Jego woli, nie naszych starań. Łaska Boga to miłość Boga okazywana grzesznikom niezależnie do ich zasług. Usprawiedliwienie otrzymujemy za darmo, poprzez wiarę, ale dla Boga było ono czymś niezmiernie kosztownym, ponieważ dokonało się za cenę zastępczej śmierci Syna Bożego. To Jezusa „ustanowił Bóg narzędziem przebłagania” i dlatego Paweł mówi, że w Chrystusie „mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski Jego” (Ef. 1:7). Nauka Nowego Testamentu koncentruje się na tej łasce, a etyka jest wyrazem wdzięczności za nią. Coś jest nie w porządku z każdą formą chrześcijaństwa, w której odwraca się ten porządek rzeczy. Ale również ci, którzy uważają, że nauka o łasce Bożej pozwala na pełny luz życia, wykazują po prostu, że nie wiedzą, o czym mówią. Objawiona wola Boga powiada, że ci, którzy otrzymali łaskę, powinni pokazywać to teraz w owocach swego życia.

„Każdy z nas nosi w sobie swego poganina.”
/ks. J. Tischner/