"I leczą rany swojego ludu powierzchownie, mówiąc: Pokój, pokój! choć
nie ma pokoju."
Jer. 6:14
Gdyby jacyś przybysze z innej planety mieli poinformować swoich rodaków o
najważniejszym zajęciu mieszkańców Ziemi, orzekli by chyba, iż głównym
przemysłem ziemskim jest wojna. Stwierdziliby, że narody tego świata
współzawodniczą w produkcji narzędzi zagłady i organizacji większych armii.
Zauważyliby też może, że mieszkańcy Ziemi są zbyt kłótliwi i samolubni, aby móc
ze sobą pokojowo współżyć. Czy mieliby rację? Ktoś obliczył, że w ciągu
czterech tysięcy lat historii, mieliśmy mniej niż trzysta lat pokoju. Ale
dlaczego nie wyciągamy wniosków i nie jesteśmy bliżej pokoju od walczących
plemion starożytnych? Istnieje prosty fakt: nie może być prawdziwego pokoju w
świecie, zanim nie będziemy mieć pokoju z Bogiem. Każdy krok od prawdy i od
żywego Boga jest krokiem ku walce. Hitler chciał stworzyć "czysto
nordycki" kościół, z pominięciem Boga Biblii, a zastępując Go bogami wojny
na wzór Tora czy Wodena. Psychiatrzy podsuwali szukanie pokoju w swym wnętrzu,
ale ten okazał się jedynie jego namiastką. Pismo Święte powiada: "On jest
pokojem naszym" (Ef. 2:14). To w Chrystusie mamy jedyną drogę pojednania
się z Bogiem i do uczynienia trwałego pokoju. Pusta gadanina o pokoju nie
sprowadzi go na świat. Nie chodzi też o samo wstrzymywanie się od wrogości.
Potrzebna jest nowa duchowa rzeczywistość w ludzkim sercu. Znalazłszy pokój
Boży, przeżywamy go w swych odmienionych sercach i otrzymamy ducha pokoju w
stosunku do innych. To nie jest abstrakcja, bardzo wielu chrześcijan może
zaświadczyć o aktualnym przeżywaniu pokoju z Bogiem i wnoszeniu go wokół
siebie. Zanim człowiek nie zawrze rozejmu z Bogiem, nie będzie mógł uczynić
trwałego pokoju ze swoim bliźnim.
"Ten, kto wprowadzi do spraw publicznych proste zasady
chrześcijaństwa, zmieni oblicze świata."
/Benjamin Franklin/
