"Nie strońcie od współżycia z sobą, chyba za wspólną zgodą do pewnego
czasu,... aby was szatan nie kusił z powodu niepowściągliwości waszej."
1 Kor. 7:5
Augustyn, późniejszy Ojciec Kościoła, zanim się nawrócił był człowiekiem,
który zyskałby sobie dzisiaj pewnie miano playboya. Był zdolny, lecz prowadził
bardzo rozwiązłe życie. Uwierzywszy w Chrystusa przeszedł on tak radykalną
zmianę myślenia, że odwrócił się od wszystkiego, co było światowe. Obok innych
wpływów owej epoki, również i jego nauka była przyczyną postawy, która
doprowadziła do zaprzeczenia płciowości. Przeniknęła ona również
chrześcijańskie nauczanie. Akceptowano człowieka od głowy do pasa, reszta była
uważana za grzeszną. Bóg jednak stworzył człowieka i uznał go dobrym wraz z
jego płciowością. Nie znaczy to bynajmniej, że dobre jest wszystko, co człowiek
z tego robi. Zasadniczo jednak ważne jest to, że mężczyzna i kobieta zostali
przez Boga ze swoją seksualnością stworzeni do małżeństwa. W niektórych kręgach
chrześcijańskich jeszcze dziś odnajdzie się ów wrogi wobec ciała i płci sposób
myślenia. Sprawił on wiele niepotrzebnego nieszczęścia, jak zawsze, gdy tworzy
się prawa i przepisy tam, gdzie Bóg tego nie czyni. Bóg obdarzył małżeństwo
wielką miarą swobody, jeżeli chodzi o współżycie płciowe. Zasadę tej swobody
stanowi to, że pomagam mojemu partnerowi kochając go i dając mu do zrozumienia,
że dla niego istnieję z całą godnością obdarowanego przez Boga człowieka.
"Ciało stanowi granicę wzbraniającą nam zajrzeć do wnętrza drugiego i
dotknąć go. Ale z drugiej strony, ciało jest także pomostem. Dzięki ciału
spotykamy się i komunikujemy się wzajemnie we wspólnej materii
stworzenia."
/J. Ratzinger/
