"Jeśli jednak Chrystus jest w was, to chociaż ciało
jest martwe z powodu grzechu, jednak duch jest żywy przez
usprawiedliwienie."
Rzym. 8:10
Znaczenie niektórych słów dewaluuje się z czasem i
zmienia swą funkcję. Tak np. w języku angielskim słowo "dżentelmen"
początkowo oznaczało kogoś konkretnego: posiadacza szlacheckiego herbu i
posiadłości ziemskiej. Nie istniała wtedy sprzeczność, że ktoś był
dżentelmenem, a jednocześnie człowiekiem nieuczciwym. Później określeniem tym
przyjęło się nazywać ludzi, którzy zachowują się tak, jak na dżentelmena
przystało. Słowo to powiększyło zasób innych pozytywnych pojęć, ale samo w
sobie nie jest już tym, co znaczyło na początku. Podobnie może się zdarzyć z
określeniem "chrześcijanin", jeśli nie będziemy się trzymać
oryginalnego, oczywistego sensu tego słowa. Dla wielu ludzi znaczy ono już
tylko zachowywać się jak chrześcijanin, czyli być dobrym, uczciwym, pomocnym.
Ale według Słowa Bożego przecież nie to jest wykładnikiem bycia
chrześcijaninem, a słowo "dobry" "uczciwy" mamy już w
słowniku. Określenie "chrześcijanin" po raz pierwszy zostało użyte w Antiochii w odniesieniu do
"uczniów", to jest do ludzi przyjmujących nauczanie apostołów. Nie
oznaczało to wcale, że wszyscy byli odtąd doskonali. Tak jest i dzisiaj. Jeśli
więc ktoś, kto przyjmuje naukę chrześcijańską i żyje w sposób jej niegodny,
dużo jaśniej będzie go nazwać złym chrześcijaninem niż twierdzić, że
chrześcijaninem nie jest. A do tego doszłoby, gdybyśmy zaczęli kojarzyć to
pojęcie wyłącznie z zachowaniem. Nie naszą jest rzeczą oceniać, kto jest w
najgłębszym sensie bliski czy daleki duchowi Chrystusa. Nie umiemy zaglądać w
ludzkie serca. Możemy jednak mówić ludziom, kim chrześcijanin jest naprawdę:
usprawiedliwionym grzesznikiem.
"Nie trzeba być chrześcijaninem, aby budować domy,
karmić głodnych lub leczyć chorych. Jest tylko jedna rzecz, której świat nie
może zrobić. Nie może zaoferować łaski."
/Gordon MacDonald/
