"A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał:
Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije."
Ew. Jan. 7:37
Kiedyś cechą wielu ludzi było szukanie bliskości Boga, dziś jest nią jakby
ucieczka przed Nim. Jeżeli ktoś przez akt decyzji pragnie wyrwać się ze świata
niewiary, to napotyka różne reakcje. Chodzenie do kościoła owszem, ale coś
ponadto zakrawa już na dziwactwo. Obcowanie z Bogiem jest zwrotem zrozumiałym
tylko dla nielicznych, przeważnie kojarzy się z mistykami, osobami duchownymi,
a nie codziennym sposobem życia. A jednak taka społeczność jest i dzisiaj
możliwa, Bóg porusza serca ludzi wszystkich wieków. Niektórzy może tylko raz w
życiu usłyszą Jego wołanie, i jeśli wtedy nie dołączą do ludu Bożego, nie
otrzymają drugiej szansy. Istnieje wiele dróg powrotu do Ojca. Tołstoj tak
pisał o swojej: "Byłem podobny do człowieka, którego wsadzano do łódki, a
w jego niewprawne ręce włożono wiosła. Odepchnięty od brzegu wiosłowałem po
rwącej rzece życia. Im bliżej byłem środka szerokiego nurtu, tym więcej
spotykałem ludzi, którzy hałasowali, śmiali się, płynąc w jednym kierunku. Nikt
o to nie pytał, czy jest on właściwy. Naraz usłyszałem szum i grzmot bliskiego
wodospadu i zobaczyłam, jak jedna łódź za drugą wywracała się i ginęła w
otchłani. Oprzytomniałem i zacząłem ze wszystkich sił wiosłować w przeciwnym
kierunku i płynąć pod prąd, aż wydostałem się z niebezpiecznego nurtu.
Zrozumiałem, że brzegiem, od którego odpłynąłem był żywy Bóg. Wróciłem do Niego
i poczułem się bezpieczny i szczęśliwy". Lepiej nie czekać, aż położenie
stanie się tak ryzykowne. Uwierz Jezusowi i pozwól, by wskazał Ci właściwy
brzeg, póki umiesz go jeszcze dostrzec.
„Nic tak nie odciąga ludzi od prawdy, jak bezmyślne naśladowanie tego, co
robią wszyscy.”
/Lew Tołstoj/
