"Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z Niego robimy i nie ma w
nas Słowa Jego."
1 Jana 1:10
Istnieje opowieść o tym, jak nadworny malarz tworzył portret Oliviera
Cromwella. Twarz tego angielskiego przywódcy pokryta była wówczas licznymi
brodawkami. Malarz, chcąc go zadowolić, pominął je na swym obrazie. Gdy
Cromwell zobaczył portret, rzekł: "Zabierz go stąd i namaluj mnie
prawdziwie!". Nie każdy zdobywa się na odwagę, by pokazać przykrą prawdę o
sobie. Co innego przyznawać się do ogólnych wad, śmiać się "jacy
jesteśmy", a inaczej znosi się taką prawdę, jeśli odnosi się do nas
osobiście. Kiedy ktoś ośmieli się wskazać nasze przywary, czujemy się urażeni,
obruszymy się lub obrazimy. Podobna reakcja następuje na poselstwo, że jesteśmy
grzesznikami. Łatwo powiedzieć za apostołem: "wszyscy zgrzeszyli i brak im
chwały Bożej", trudniej: "wszyscy zgrzeszyliśmy", a najtrudniej:
"zgrzeszyłem". Dlatego ludzie unikać będą Boga i Jego Słowa, gdyż
znajdą w nim prawdę, której zaakceptować nie chcą. Można starać się, by inni
ludzie mieli o nas lepsze wyobrażenie, niż jesteśmy w istocie, lecz w oczach
Boga nic się nie ukryje. Można wybierać fragmenty Jego Słowa, albo
interpretować je tak, by nie oskarżały nas osobiście, jednak prawda pozostanie
niezmienna. I choć może być bolesna, to tylko taka prawda wyzwala. Dopiero, gdy
z całą odwagą spojrzymy na swe życie i siebie samego, będziemy w stanie wyznać,
że "Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których
ja jestem pierwszy". Droga uniżenia się przed Bogiem daje prawdziwą
wielkość.
"Prawdy, które słyszymy szczególnie niechętnie, są nam najbardziej
potrzebne."
/Jean de La Bruyere/
