"A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a
głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg."
1 Kor. 11:3
Biblia jest obowiązującą miarą dla naszego życia jako chrześcijan. Dotyczy
to również naszego postępowania w małżeństwie i w rodzinie. Czasami jednak
zbytnio upraszcza się sprawę, stwierdzając ogólnie: "to jest
biblijne", czy też "to nie jest biblijne". Zdanie to bywało
niejeden raz niemądrze wykorzystywane, wyrywając coś z kontekstu biblijnego
wersetu czy życiorysu męża Bożego. Bywało, że jakiś ojciec rodziny mógł je
przeforsować jedynie przy pomocy odpowiedniego tonu, zamykając przed rodziną
możliwość dyskusji. Ten, kto w ten sposób posługuje się Biblią demonstruje tym
samym swoją własną duchową niedojrzałość. We wszystkich epokach istnieli też
mężczyźni opacznie rozumiejący stwierdzenie o byciu głową żony. Czytali oni
"głową", a zachowywali się jak tyrani. Lecz określenie to nie
upoważnia do żądania praw, lecz oznacza zadania i wieloraką odpowiedzialność.
Głowa nigdy nie podejmie decyzji szkodliwej dla ciała. To ona otrzymuje sygnały
o słabości, chorobie i potrzebach innych członków, zaś jej zadaniem jest zadbać
o ciało, dogadzać mu. Jeżeli głową mężczyzny jest Chrystus, to ostatecznym
kamieniem probierczym jego autorytetu w rodzinie zawsze będzie posłuszeństwo
Bogu. Dopiero w momencie, gdy sami podporządkowujemy się Jemu, możemy być
przekonywującym przykładem dla innych.
"Gdy przepełnia cię duma, mądrość już się nie zmieści."
/H.W. Robinson/
