"Sprawiedliwy z wiary żyć będzie."
Gal. 3:11
"Jest to przypowieść o człowieku, który za wszelką cenę chciał wejść
na wysoką górę. Po latach przygotowań rozpoczął swą przygodę. Podróżował
samotnie, gdyż chciał całą sławę zatrzymać dla siebie. Rozpoczął wspinaczkę, a gdy światło dzienne zaczęło zanikać postanowił
kontynuować wspinaczkę. Zapadła noc. Zapadła noc, by przykryć wszystko mrokiem.
Księżyc i gwiazdy były zasłonięte przez chmury. Była zerowa
widoczność. Mimo to, wspinał się dalej, aż pośliznął się nagle i
spadł w dół, z przerażającą prędkością. Nie widział nawet swego cienia w
ciemnościach, za to czuł ogromną moc grawitacji, która przyciągała go ku
dołowi. W tak przerażającym momencie przed oczyma ukazało mu się całe jego
życie. Myślał, że kres jego życia jest już bliski, aż nagle poczuł zaciskającą
się linę dookoła jego pasa. Zwisał on teraz na linie, którą wcześniej przybił
do skały. Z desperacji i przerażenia, zaczął krzyczeć: "Boże, pomóż
mi!". Nieoczekiwany głęboki głos odpowiedział: "Co chciałbyś, żebym
zrobił?". "Uratuj mnie!". "Czy naprawdę myślisz, że mogę ci
pomóc?". "Oczywiście, Panie!". "Więc przetnij linę".
Mężczyzna zamilkł i tylko jeszcze bardziej zacieśnił węzeł. Ratownicy górscy
opowiadali potem historie o zamarzniętym ciele człowieka mocno trzymającego się
liny, którą był przywiązany dookoła pasa…zwisającego pół metra nad ziemią! Jak
ciasne są twoje liny? Rozetniesz je?"
/opow. anonim./
