"Przeto i ci, którzy cierpią według woli Bożej, niech dobrze czyniąc
powierzą wiernemu Stwórcy dusze swoje"
1 Piotr. 4:19
Auguste Renoir w ostatnich latach swego życia, niemal sparaliżowany
artretyzmem, nie przestawał malować. Jego przyjaciel Matisse był świadkiem, jak
starszy kolega przeżywa cierpienia utrudniające mu każde pociągnięcie pędzla. W
końcu kiedyś nie wytrzymał: "Auguste, dlaczego nadal malujesz, gdy dręczy
Cię tak okropny ból?". Renoir odrzekł z prostotą: "Ból przemija, a
piękno pozostaje". Ludzie długotrwale chorujący, znoszący cierpienia, uznają
najczęściej ten czas za stracony. Tak być nie musi. Cierpienie, którego nie
przeżywa się w buncie wewnętrznym i goryczy, ale w pokornym poddaniu się woli
Bożej i cierpliwości, może otworzyć nas na rzeczy, których nie dostrzeglibyśmy
w innych okolicznościach życia. To, co ma tak wysoką wartość u Boga, przymioty
naszej duszy, nie dojrzewają bez przykrych doświadczeń. Mówi się, cierpienie
wyzwala w człowieku siły, które hartują jego charakter, wypławiają go jak
złoto, a myśl tę poświadczyło wiele osób mających za sobą takie przeżycia.
Wielu z nich właśnie wtedy zyskało cenny a rzadki dar współodczuwania, niosąc
potem pocieszenie innym cierpiącym. Z kolei ci, którzy w bólu widzą jedynie zło
i bezsens, przeoczają szansę, jaką on stwarza uwrażliwiając duszę. Nawet, jeśli
mamy ochotę zakwestionować wierność Boga, twórcza praca Ducha Świętego nad nami
wcale się wtedy nie kończy. Nierzadko okazuje się wręcz, że te właśnie momenty
były dla naszego życia najbardziej istotne.
"Wielu z tych, którym Bóg dał nieprzeciętne przymioty duszy, powinno
się zajmować nie tyle negowaniem tego, co doczesne, ile utrwalaniem tego co
wieczne."
/Mikołaj W. Gogol/
