"Z mocy w moc wzrastają, aż ujrzą prawdziwego Boga na Syjonie."
Ps. 84:8
Zdarza się, że początkowo najniżsi uczniowie w klasie, z upływem czasu
"ścigają innych" i należą już do najwyższych. Na jedno i drugie nie
ma się żadnego wpływu, decyduje o tym zapis genetyczny. Niezależnie od naszych
chęci i starań, wzrost fizyczny dochodzi do określonego pułapu i dalej nie
urośnie się już ani milimetra. Inaczej jest z naszym wzrostem duchowym. Tutaj
nasze działania są jak najbardziej wskazane i nie ograniczają nas żadne cechy
wrodzone. Ale przeszkodą może być nasze niedbalstwo, lenistwo czy
samozadowolenie. Nasz rozwój duchowy zależy od naszych tęsknot za coraz
większym poznaniem Boga i Jego Słowa, oraz wytrwałości w podążaniu tą drogą. I
przeznaczyć na to możemy całe życie, aż po samo niebo! Ludzie starzeją się, co
nie oznacza, że zawsze dojrzewają. Niektórzy stanęli na pewnym etapie rozwoju,
uśpili swoją aktywność, "obrośli w tłuszcz" stając się ociężałymi
również na umyśle. Nic ich już nie ciekawi, zamknęli się na wszystko nowe,
byleby tylko nie naruszać raz ustalonego trybu życia i swych poglądów.
Chrześcijańska dojrzałość też nie przychodzi sama, musimy nad nią stale
pracować, dostarczać jej "pożywienia" i "ćwiczeń". Nie
posilając się Słowem Bożym, słabniemy i nieuchronnie zatrzymamy się w rozwoju.
Jeśli nie będziemy doskonalili się w posłuszeństwie wobec Boga, nigdy w pełni
nie wykorzystamy danych nam możliwości. W istniejącym dzisiaj kulcie ciała i
pościgu za wiedzą, do nas należy wybór, jakiego rodzaju rozwój stanie się nam
priorytetem. Biblia podpowiada: "wzrastajcie raczej w łasce i poznaniu
Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa" (2 Piot.3:18). Staniemy się
wówczas jak mocne drzewo o solidnych korzeniach, a jednocześnie stale rosnące w
górę.
"W życiu chrześcijańskim nie ma takiej rzeczy jak bezruch. Albo
zdobywamy więcej, albo tracimy to, co posiadamy."
/W. Barclay/