„I nam bowiem była zwiastowana dobra nowina, jak i
tamtym; lecz tamtym słowo usłyszane nie przydało się na nic, gdyż nie zostało
powiązane z wiarą tych, którzy je słyszeli.”
Hebr. 4:2
Ktoś, przysłuchując się rozmowie kilku młodych,
negujących istnienie Boga, wtrącił się do ich rozważań: „Moi panowie, są trzy
rodzaje sceptyków. Jeden to wielcy myśliciele, którzy studiując stare i nowe
systemy filozoficzne utracili wiarę w Boga. Nie wiem, czy wy macie takie studia
za sobą”. Gdy zaprzeczyli, ciągnął dalej: „Drugi stanowią ci, którzy nie mają
własnego zdania i jak papugi powtarzają to, co słyszą od innych. Nie sądzę, że
wy do nich należycie”. Gdy i tym razem zaprzeczyli, powiedział: „Trzeci rodzaj
składa się z takich, którzy mają obciążone sumienie. W ich życiu jest coś nie w
porządku i dlatego pragną, aby nie było Boga, przed którym będziemy musieli
zdać z wszystkiego sprawę”. To powiedziawszy wstał i odszedł. Można zająć taką
postawę, która uniemożliwia istnienie wiary. Zwątpienie może zjawić się w
naszym życiu jako stan przejściowy. Jeżeli jednak zwątpienie stało się stanem
trwałym, jest to oznaką choroby duchowej, istnienia grzechu, poprzez który Duch
Święty, budzący wiarę, nie może działać. Przekonania sceptyka mogą być
parawanem, za którym chce się skryć przed Bogiem, tak jak Adam ukrył się ze
swoim grzechem. Nie ma chyba chrześcijanina, który nie musiał przejść przez
gąszcz wątpliwości. Ważnym jest, czy w tym gąszczu czuje się dobrze, czy też
pragnie wydostać się z niego. Bóg z łaski swojej udziela ludziom dość światła,
żeby mogli do Niego wrócić.
„Wątpliwości to potykanie się o kamień, którego nie
rozumiemy. Niewiara zaś to kopanie kamienia, który rozumiemy aż za dobrze.”
/A. Huffington/
