„W
tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na
świat, abyśmy przezeń żyli.”
1
Jan. 4:9
„W jednej z gazet wydrukowano przyjmujący reportaż:
dwuletnia dziewczynka, przebywająca pod opieką babci, wpadła do basenu. Choć
starsza pani nie umiała pływać, skoczyła do wody w desperackiej próbie ocalenia
dziecka. Po kilku godzinach z dna basenu wydobyto dwa martwe ciała. Jeśli
toniemy, potrzebna jest nam pomoc kogoś, kto spełnia dwa wymogi. Po pierwsze,
musi chcieć nas ratować, ale to nie wystarczy. Po drugie, osoba taka musi być w
stanie ocalić nam życie. Na nic się nie zda ratownik, który sam potrzebuje
pomocy! Chrystus – i jedynie On – twierdzi, że może nam zaoferować pewną,
pomocną dłoń. Nie przekrzykuje ryku fal, dowodząc, że jeśli bardziej się
postaramy, to jeszcze przez parę minut utrzymamy się na powierzchni. Nie
wyciąga do nas omdlałego ramienia, dysząc: „tak jak ty walczę z żywiołem –
połączmy nasze dłonie i idźmy razem na dno!”. Nie ogranicza się też do
wskazania brzegu, by resztę pozostawić naszym wysiłkom. On wie - nawet jeśli my
sami nie zdajemy sobie z tego sprawy – że nasze położenie jest tragiczne, a
nasze próby naprawienia zerwanej więzi z Bogiem skazane są na niepowodzenie.
Potrzebny nam Zbawiciel. W tym właśnie miejscu rozchodzą się drogi chrześcijaństwa
i pozostałych religii. Każda inna religia ma swoich proroków, nauczycieli i
guru, którzy pouczają, jak możemy się ulepszać, jak możemy sami stać się swoim
zbawcą. Innymi słowy, mówią nam, że toniemy, a dzięki ich radom nasze opadanie
w głębiny oceanu będzie znośniejsze. Może nawet zaoferują nam lekcje pływania.
Jednakże tylko Zbawca - wykwalifikowany Ratownik – potrafi wyrwać nas z toni
morskich odmętów. Jest to jednak metafora zbyt blada wobec naszego faktycznego
położenia. My nie tylko toniemy; z duchowego punktu widzenia już jesteśmy
martwi w naszych przewinieniach i grzechu. Potrzebujemy nie tyle liny
ratowniczej, ile kogoś, kto wyłowi nas z wody i z powrotem tchnie w nas życie.
Różne religie usiłują z ludzi dobrych czynić ludzi lepszych, lecz tylko
Chrystus z ludzi martwych czyni ludzi żywych.”
/E. W. Lutzer/