„Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w
świątyniach ręką zbudowanych, ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak
gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i
wszystko.”
Dz. Ap. 17:24-25
W starożytnym pogaństwie uważano każdego boga za
uzależnionego od swoich czcicieli, ponieważ był on zdany na ich służbę i dary.
Współczesne pogaństwo ma w głębi ducha podobne odczucie. Wiele osób sądzi, że
Bóg jest jakby zobowiązany kochać ludzi i im pomagać. Tłumaczą to sobie na
różne sposoby, np. że bez nas nie miałby kogo darzyć miłością lub, że
zasługujemy sobie na nią naszym poprawnym życiem. Jednak takie idee są bezpodstawne. Dobre samopoczucie Boga nie jest
zależne od stworzeń. I też On wcale nie musiał okazać nam łaski, zawieszając Swą
sprawiedliwość, według której bylibyśmy niewątpliwie potępieni. Jeżeli tak
czyni, to jest to rezultatem Jego woli, nie naszych starań. Łaska Boga to
miłość Boga okazywana grzesznikom niezależnie do ich zasług. Usprawiedliwienie
otrzymujemy za darmo, poprzez wiarę, ale dla Boga było ono czymś niezmiernie
kosztownym, ponieważ dokonało się za cenę zastępczej śmierci Syna Bożego. To
Jezusa „ustanowił Bóg narzędziem przebłagania” i dlatego Paweł mówi, że w
Chrystusie „mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski
Jego” (Ef. 1:7). Nauka Nowego Testamentu koncentruje się na tej łasce, a etyka
jest wyrazem wdzięczności za nią. Coś jest nie w porządku z każdą formą
chrześcijaństwa, w której odwraca się ten porządek rzeczy. Ale również ci,
którzy uważają, że nauka o łasce Bożej pozwala na pełny luz życia, wykazują po
prostu, że nie wiedzą, o czym mówią. Objawiona wola Boga powiada, że ci, którzy
otrzymali łaskę, powinni pokazywać to teraz w owocach swego życia.
„Każdy z nas nosi w sobie swego poganina.”
/ks. J. Tischner/
