środa, 2 września 2026

Joel. 1:3



„Opowiadajcie to swoim dzieciom, a wasze dzieci niech opowiadają to swoim dzieciom, a ich dzieci następnemu pokoleniu!”
Joel. 1:3

Trzej synowie, ku rozczarowaniu swej matki, zdecydowali się na życie marynarzy. Mówiła o tym pewnemu gościowi w domu żaląc się, że nie może zrozumieć, dlaczego wszyscy wybrali morze. „Jak długo masz ten obraz?”, zapytał gość, wskazując na wielkie malowidło wiszące w jadalni. „Od lat, od kiedy dzieci były małe”, odparła kobieta. „To jest odpowiedź na twoje pytanie”, powiedział gość. Obraz przedstawiał bowiem wielki okręt śmiało tnący fale pod pełnymi żaglami, z kapitanem stojącym na mostku i z lunetą w ręku śledzącym horyzont. Rankiem, wieczorem i w południe, przy każdym posiłku chłopcy wprowadzali w swoją podświadomość poczucie przygody przedstawione na tym malowidle. Bez wysiłku zasiało to w nich tęsknotę za morzem. Żyjemy w wieku, gdy tysiące obrazów i głosów atakuje oczy i umysły naszych dzieci. Nie wystarczy nauczyć je norm etycznych i kilku rutynowych modlitw. Ale wychowanie do chrześcijaństwa to nie jest też ostra, napastliwa postawa nauczyciela. Raczej jest to ciche wprowadzanie Bożego Słowa w tkaninę życia rodzinnego, tak, że dzieci będą spotykały Boga ciągle, na każdym kroku. Będą znały i kochały Go tak naturalnie, jak znają i kochają swych rodziców. W takim środowisku Jezus może przyjąć ich wierność i rozpalić wyobraźnię. Jego obecność będzie dla nich realna, jeżeli jest On realny dla nas. Wszystko, co będziemy mogli dać naszym dzieciom będzie bezwartościowe, dopóki w centrum swego domu rodzinnego nie dostrzegą Jezusa. Pomóżmy im; przyjemna, powierzchowna religia nie uchroni je przed wpływem pokus świata.

„Dzisiejsza kultura nie tylko stawia sobie za cel udostępnienie ludziom tego, czego chcą, ale – co więcej – usilnie i skutecznie wywołuje w nic pragnienie tego, co im podsuwa.”
/J. Petry Mrockowska/