„I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na
spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.”
1 Koryntian 13:3
„Postanowiłem napisać wiersz o miłości. Szukałem natchnienia. Swoje
serce po brzegi wypełniłem miłością. Szukałem słów prostych, a równocześnie wzniosłych, którymi wyraziłbym swoją
miłość. Pomyślałem jak wiele emocji mieści się miedzy jednym uderzeniem serca a
drugim. Chciałem żonglować słowem „miłość” jak zawodowy cyrkowiec... Czekałem,
i oto się pojawił. Muza poezji okazała się łaskawa i napełniła mnie swoim
duchem. Z sercem przepełnionym wzniosłymi uczuciami, przede wszystkim miłością,
przygotowywałam się do pisania. Byłem absolutnie pewien, że spod mego pióra
wyjdzie coś zupełnie wyjątkowego! Skupiony, z poważną miną, usiadłem przy
stole... Nie zdążyłem napisać ani jednego słowa, gdy usłyszałem ciche pukanie
do drzwi. Podniosłem głowę i z niezadowoleniem pomyślałem:, Dlaczego ktoś przeszkadza
mi w takiej chwili?! Zniecierpliwiony i zły otworzyłem drzwi. Przed progiem
ujrzałem małą dziewczynkę. Zrazu chciałem na nią nakrzyczeć, czemu przychodzi
akurat teraz, i co to za ważna sprawa, z powodu, której mi przeszkadza,
tym bardziej, że jej nie znam!... Już
nabrałem powietrza żeby wybuchnąć, ale kiedy popatrzyłem w nieśmiałe oczy tego
dziecka, zmieniłem zamiar i niechętnie zapytałem: - Czego chcesz?! - Chciałam,
żeby pan napompował mi kółeczka. - Kółeczka, jakie kółeczka?... - Kołeczka w
moim rowerku, który sto przy piaskownicy, wyjaśniło rezolutnie dziecko. W
pierwszej chwili chciałem skłamać, że nie mam pompki do roweru. Potem pomyślałem,
że powiem prawdę. Powiem, że robię coś ważnego i nie mogę przerwać tej
czynności. Ale wybrałem trzecią możliwość: poszedłem do piwnicy po pompkę. Sprawdziłem
kółka, w których faktycznie prawie nie było powietrza, a potem sprawnie je
napompowałem. Dziewczynka bez słowa wsiadła na rowerek, i jakby na moją cześć
wykonała rundę honorową wokół piaskownicy. Dopiero wtedy zobaczyłem, że ma ona
dwa blond warkoczyki z kokardami w różnych kolorach: nie byłem pewien czy to
kolor różowy i niebieski, czy może czerwony i granatowy. Po okrążeniu
piaskownicy sprawnie zahamowała koło mnie, i z uśmiechem - pewna siebie,
rozradowana i szczęśliwa - zawołała: - Dziękuję!!! Odwzajemniłem jej uśmiech i
pomachałem pompką. Byłem dziwnie rozradowany i szczęśliwy: chyba szczęśliwszy
od niej! Pomyślałem, że miłości i szczęścia nie trzeba szukać, bo uczucia
te znajdą nas same. Przypomniałem
sobie słowa apostoła Jana: „Bracia nie miłujmy językiem i słowem, ale czynem i
prawdą”. Nie uszczęśliwiłem świata mizernym wierszem, ale dałem radość małemu
człowiekowi, pompując rowerek.“
/Leonard Jaworski/
