"I pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić?"
Ew. Łuk. 3:10
Słuchacze Jana Chrzciciela przybyli z daleka, zadali sobie więc niemało
trudu, by posłuchać jego kazania. A wtedy usłyszeli: "Plemię
żmijowe!". Czy umiemy sobie wyobrazić naszą reakcję, gdyby dzisiaj w
kościele padły tak ostre słowa? Jesteśmy przyzwyczajeni, że księża i pastorzy
zwracają się do nas: "mili słuchacze", "drogie dzieci",
"bracia i siostry". Ale czy Jan, stanąwszy dzisiaj na kazalnicy
jakiegokolwiek kościoła nie użyłby może równie twardej mowy, jak wtedy? Pod
wieloma względami jesteśmy podobni do jego słuchaczy. Oni także cenili wysoko
swą przynależność wyznaniową i byli dumni, że należą do Bożych wybrańców. Jak
tamtym, tak może i nam się wydaje, że jesteśmy dobrzy i nie musimy bać się
przyszłego gniewu Bożego. Jan Chrzciciel zburzył im to pyszne mniemanie o
sobie. Jego kazanie wstrząsnęło nimi i poruszyło ich serca do tego stopnia, że
zaczęli pytać: "cóż więc mamy czynić?". Może i nasze serca potrzebują
niekiedy silniejszej mowy, aby je skruszyć i po kazaniu pytać się o to samo.
Jan Chrzciciel wskazywał na Jezusa, któremu torował drogę, abyśmy teraz mogli
iść za Nim. A to oznacza, by być Jego naśladowcą również poza murami kościoła,
w domu, w szkole, w miejscu pracy, we współżyciu z innymi ludźmi, również z
tymi, którzy mają inne przekonania niż nasze. Św. Augustyn słusznie zauważył,
że źródłem wszelkiego grzechu jest pycha.
„Cóż znaczą najlepsze słowa, jeśli rozmijają się z rzeczywistością.”
/Kurt Tucholsky/
