"Jeśliby zgrzeszył twój brat, strofuj go, a jeśli się upamięta, odpuść
mu. A jeśliby siedemkroć na dzień zgrzeszył przeciwko tobie, i siedemkroć
zwrócił się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, odpuść mu."
Ew. Łuk. 17:3-4
Albert Schweitzer wyraził się kiedyś, że przebaczenie jest najtrudniejszą
miłością. Ktoś inny powiedział, że przebacza się, póki się kocha. Pewni ludzie są
jakby niezdolni do wybaczeń, a doznanym zawodem zrażają się raz na zawsze.
Ponad wszystko kochają siebie i ich zraniona miłość własna przekreśla szanse na
pojednanie. Inni znów co prawda mówią, że przebaczają, ale nie potrafią
zapomnieć. Wciąż na nowo rozdrapują zadane im rany, powracając do nich w myślach
albo czyniąc wyrzuty osobie, która to była ich przyczyną. Są i ludzie nie
umiejący wybaczyć sobie, nienawidzący siebie. Pogardzają sobą do tego stopnia, że zdarzają się nawet
przypadki odmowy ułaskawienia. Tym wszystkim osobom szczególnie trudno jest
uwierzyć w Bożą miłość, a co za tym idzie - w Boże przebaczenie. Nie potrafią
pojąć, że można nie wracać do niechlubnych faktów, wymazać je, tak, jakby ich
nie było. Ale właśnie to obiecuje Słowo Boże tym wszystkim, którzy uwierzą w
Jezusa Chrystusa, czyniąc Go swym Panem i Zbawicielem. Jednak nawet ludzie
kochający Jezusa trapią się czasem, iż Bóg pamięta im minione grzechy.
Zapominanie świadczyłoby o Jego niedoskonałości, a przecież Stwórca jest
doskonały. To prawda, Bóg niczego nie zapomni, lecz zapewnia, że wyznanych Mu
win "więcej nie wspomni" (Hebr. 8:12). On nie chce naszego użalania
się nad sobą, rozpamiętywania bez końca, co było. Bóg kocha i rozumie nas o
wiele bardziej, niż możemy to pojąć. On pragnie, abyśmy przyjęli Jego
przebaczenie i kroczyli w przyszłość umocnieni Jego siłą.
„W przebaczeniu czegoś niewybaczalnego człowiek jest najbliższy Boskiej
miłości.”
/Gartrud Le Fort/
