„Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze
wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni.”
1 Koryntian 15:19
Śmierć kogoś bliskiego, krewnego czy przyjaciela, zawsze zasmuca nas i
porusza. Ktoś odszedł, by już nigdy nie wrócić. Jak trudno wtedy przyjąć słowa
otuchy i radę, że trzeba żyć dalej. Wielu żałobników nieuchronność tej straty załamuje, doprowadza do silnej depresji, do zwątpień w sens własnego istnienia.
Dla ludzi bez wiary grób jest końcem wszelkiej nadziei, mogą liczyć jedynie na
to, że upływ czasu ukoi ich ból. Inaczej ma się rzecz z tymi, którzy wierzą
Bogu i przyjęli łaskę zbawienia. Płacz w okolicznościach śmierci jest jak
najbardziej naturalny, lecz mając „żywą wiarę” jesteśmy w stanie doznać
pociechy Jezusa. On współczuje nam i dobrze wie, co przeżywamy. Płakał przy
grobie Łazarza, był wzruszony do głębi widokiem rozpaczającej wdowy z Nain,
która straciła jedynego syna. Jezus może podtrzymać na duchu jak nikt inny tego
nie zrobi. Czyż nie powiedział, że kto wierzy w Niego, choćby i umarł, żyć
będzie? Jeśli ktoś z naszych bliskich „zasnął w Panu”, będziemy się smucić,
lecz nie musimy rozpaczać. Wiemy, iż odkupieni zmarli zmartwychwstaną najpierw.
Nikt z wierzących nie zostanie w grobie, w ziemi spoczywają jedynie atomy, duch
wraca do Boga, gdzie jest „daleko lepiej”. I my tam pójdziemy, toteż rozłąka z
naszymi ukochanymi nie będzie trwać zawsze. Ufajmy Bożym obietnicom, że w tak
ciężkich doświadczeniach On nie zapomni o nas, ani nas nie opuści. Wzmacniajmy
się Słowem Bożym i modlitwą.
„Nic się w
życiu nie kończy, wciąż się zaczyna, i dla tych, którzy mają wiarę, śmierć
także jest początkiem.“
/H. Rodzińska/
