"Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani
wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w
Jezusie Chrystusie."
Gal. 3:28
Często dzieci kończą rywalizację czy kłótnię między sobą,
słysząc wracającego do domu ojca. Zdarza się, że najbliższe z nich rzuca mu się
wtedy w ramiona i mówi: "Tatusiu, tak bardzo cię kocham!". Ale
obejmując go, jednocześnie pokazuje język swemu rodzeństwu. Podobnie zachowują
się niektórzy ludzie. Modlą się pokornie: "Ojcze nasz...", lecz
obciążeni uprzedzeniami mają w sobie wiele wrogości wobec innych bliźnich.
Łatwiej im kochać Boga, niż pozostałe dzieci Boże. Nikt nie jest wolny od
uprzedzeń, a każda nowa osoba, którą się poznaje, w jakimś stopniu wymaga
ustosunkowania się do niej. Jeśli kogoś nie chcemy akceptować, to wymyślamy
pospiesznie powody, by to usprawiedliwić. Boimy się wszystkiego, co wstrząsa naszym
porządkiem umysłowym, a tym mogą być inne poglądy, odmienny styl życia, inne
wyznanie. Uprzedzają się przeważnie ludzie lękliwi, nieufni, bez wyobraźni albo
mało poinformowani. Ktoś, kto zadał sobie trud, by poznać i zrozumieć drugiego
człowieka, nie będzie czynił o nim pochopnych osądów. A takie powstają
najczęściej na bazie jednego doświadczenia, które niesłusznie uogólniając
bierzemy potem za regułę. Niektóre uprzedzenia wynosimy już z domu rodzinnego,
inne nabywamy później. W każdym przypadku są one czymś złym, burzą ludzkie
współżycie i z indywidualnego mogą przerodzić się w masowe. Jezus podchodził do
ludzi bez najmniejszych uprzedzeń, choć otaczał się również napiętnowanymi i
podejrzanymi moralnie. Uczmy się od Niego, jak słuchać innych ludzi, jak
rozmawiać z nimi. Patrzmy na nich tak, jakimi Bóg chciałby ich widzieć, a nie
przez pryzmat przyklejonych im, dyskryminujących etykietek.
"Jesteśmy istotami wątłymi... i również wśród...
oddanych Bogu i nauce szatan rozsiewa drobne zawiści, drobne niechęci, lecz
jest to dym, który rzednie od gwałtownego wichru wiary, kiedy tylko wszyscy
zgromadzą się w imię Ojca i zstępuje między nich Chrystus."
/Umberto Eco/
