"Ty zaś widzisz, bo patrzysz na trud i utrapienie, aby to ująć w ręce
swoje."
Ps. 10:14
Jedyny ocalały członek załogi rozbitego statku schronił się na maleńkiej
wyspie. Po upływie kilku dni zdołał zbudować szałas, gdzie mógł pomieścić
wszystko, co udało mu się wyłowić z rozbitego statku. Błagał Boga o ratunek i
codziennie wpatrywał się w morze aż po horyzont. Jednak mijały dni, a żaden
statek nie pojawiał się. Któregoś dnia wracał z polowania do swojej
prowizorycznej chaty, gdy zastał ją w płomieniach ognia. Był już tylko
bezsilnym świadkiem spłonięcia wszystkiego, co posiadał. Lecz to, co wydawało
się dla niego największą z katastrof, okazało się wyswobodzeniem. Nazajutrz do
wysepki podpłynął statek, znajdując rozbitka. Gdy ten zapytał, jak dowiedziano
się o nim, kapitan wyjaśnił: "Zauważyliśmy twój sygnał dymny". I w
naszym życiu zdarzają się takie nieszczęścia, które początkowo są szokiem, lecz
potem okazują się wyrazem Bożej pomocy i błogosławieństwem. Dlatego nie
oceniajmy niczego pochopnie. Wszechmocny Bóg, nawet dopuszczając problemy i
doświadczenia, prowadzi nas do celu, jaki nam wyznaczył. Ufajmy raczej, że
poprzez trudne przeżycia objawią się dzieła Boże. Jego rozwiązania dla
polegającym na Nim są zawsze najlepsze.
"Życie podobne jest do drogi pełnej zakrętów. Widzimy tylko odcinek do
kolejnego zakrętu. Ale wiemy, że Bóg ogarnia wzrokiem całą drogę."
/Kner Anton/
