„Słuchaj swojego ojca, bo on cię zrodził, i nie gardź swoją matką, dlatego
że jest staruszką.”
Przyp. Sal. 23:22
Staremu ojcu drżały ręce i często podczas obiadu wylewał zupę na stół,
czasami wypadło mu jedzenie z ust. Syn i jego żona z trudem ukrywali swoją
irytację. Znaleźli wreszcie, w swoim mniemaniu, sposób. Posadzili ojca w kącie
izby. Siedział tam samotny i ze smutkiem spoglądał na stół. Na swoje
nieszczęście pewnego dnia stłukł talerz. Synowa zwymyślała teścia i odtąd
staruszek musiał jeść z drewnianej miski. W jakiś czas potem pięcioletni
wnuczek przyniósł do domu kawałek drewna. - Co chcesz z nim zrobić? - zapytał
zaintrygowany ojciec. - Mocne miski dla
ciebie i mamy, żebyście mieli z czego jeść, gdy będziecie starzy. Rodzice
chłopca popatrzyli wymownie na siebie. Natychmiast usadzili dziadka przy
wspólnym stole. Odtąd nie narzekali już, że siorbie albo że coś wylał. Jak
łatwo uznaje się człowieka starego za uciążliwego. Gdybyśmy wiedzieli, jak i
przez co musiał przejść, zanim zabrakło mu sił i stał się zależny od pomocy
innych, może mielibyśmy dla niego więcej zrozumienia bądź współczucia. Błogosławiona
starość, która może tego oczekiwać. Musimy pamiętać, że i my w przyszłości
możemy być takimi, którzy wyciągają ręce, aby ktoś im pomógł się ubrać, podał
obiad czy poprowadził na spacer. Wieczór życia niesie ze sobą różne ułomności.
Nie lekceważmy z tej przyczyny nikogo. Prośmy Boga, abyśmy umieli w ludziach
starych dostrzegać swych bliźnich oraz darzyć ich szacunkiem i miłością.
„Człowiek stary też
jest dzieckiem Bożym.”
/F. H.
Burnett/
