"W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie
nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś
je prostaczkom."
Ew. Mat. 11:25
"W pewnej wsi mieszkał wierzący staruszek. Należał tam do grupy
wierzących chrześcijan, ale nigdy nie był na nabożeństwie w mieście, i bardzo
pragnął tam być chociaż raz. Pewnego razu umówił się z młodym kaznodzieją, że
odwiedzą zbór w mieście i radował się z tego. Gdy nadszedł ten dzień udali się
na stację kolejową. Idąc przez las, kaznodzieja zaproponował, żeby przed
podrożą się pomodlić. Staruszek chętnie się zgodził. Kaznodzieja powiedział:
"Uklęknijmy do modlitwy i ty, bracie, pomódl się pierwszy, a ja
potem". Staruszek z trudem zgiął kolana, a nie mogąc na nich uklęknąć,
schylił się, niezgrabnie opierając o pień drzewa. Zaczął się modlić:
"Panie, dziękuję Ci, że pobudziłeś brata, aby wziął mnie do miejskiego
kościoła... ale Ty widzisz jaki jestem: słabo słyszę, a buty mam takie, że
wstyd mi w nich jechać, ale Ty wiesz Panie, że innych nie mam... Nie mam też
znajomych, u których mógłbym przenocować. Proszę, pokieruj tak, żebym mógł
usłyszeć kazanie i wskaż mi, gdzie mogę przenocować. Amen". Potem modlił
się młody kaznodzieja, a jego sylwetka klęcząca z prostymi plecami, w doskonale
skrojonym ubraniu, ładnie odcinała się na tle zieleni lasu. Jego modlitwa była
składna i wyrazista, pełna pięknych zwrotów. Gdy zakończył, zwrócił się do
staruszka z naganą: "Jak ty się modlisz? Mówisz o starych butach, że niedobrze
słyszysz, że nie masz w mieście znajomych...Twoja modlitwa nie jest podobna do
modlitwy!". Starzec pokornie odpowiedział: "Modlę się jak
potrafię". Gdy przyjechali do miasta, przed kościołem kaznodzieja wskazał
staruszkowi, którymi drzwiami ma wejść, i zostawił go, sam udając się do kościoła
innym wejściem. Staruszek z trudem się przecisnął przez zatłoczony ganek do
sali, która była również przepełniona. Stanąwszy w drzwiach, przyłożył rękę do
ucha, starając się usłyszeć, o czym jest kazanie. W tym momencie jedna z kobiet
siedząca w przednim rzędzie zauważyła go i powiedziała do siostry obok:
"Popatrz, ten człowiek w drzwiach zapewne źle słyszy, bo przyłożył rękę do
ucha. Wstanę, a ty zaproś go na moje miejsce". Staruszek bardzo się
ucieszył, bo teraz mógł słyszeć każde słowo kaznodziei. Siedząca obok niego
siostra zauważyła jego stare, znoszone buty i po nabożeństwie zaproponowała mu
pójście do jej brata, który prowadził sklep z obuwiem. Tam wybrali mu nowe buty
i podarowali je. Jakże się cieszył z tego podarunku! I gdy się tak radował
wśród sióstr i braci z miejskiego kościoła, jeden z nich zapytał: "Skąd
jesteś bracie?". "Jestem z małej wioski. Przyjechałem do miasta
pociągiem". "A czy masz gdzie przenocować?". "Na razie nie
mam, ale prosiłem Pana Boga, żeby On jakoś sam tym pokierował". "Więc
będziesz nocował u mnie. Czekałem na syna, ale przesłał telegram, że nie może przyjechać. Mam
i pokój i jedzenie przygotowane". Wziął więc brata do siebie na nocleg.
Następnego dnia staruszek spotkał się na stacji kolejowej z kaznodzieją, z
którym przyjechał do miasta. Podczas podróży powrotnej staruszek z radością
dzielił się tym, jak Bóg odpowiedział na jego modlitwę: "Dokładnie
słyszałem kazanie. A spójrz na moje nowe buty! A spałem na takim posłaniu, że
nigdy w życiu tak dobrze nie spałem. Oto jak Pan Bóg odpowiedział na moją
modlitwę! A jak tobie, bracie, On odpowiedział?". Kaznodzieja milczał, bo
nawet nie pamiętał, o co się modlił. On po prostu ładnie się modlił, jak
przystoi na kaznodzieję."
/Autor nieznany/
