"Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat
pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie?"
Ew. Łuk. 9:25
Była chłodna, zimowa noc na pustyni. Zmęczony koczownik
przywiązał swego wielbłąda do palika, rozbił namiot i wpełznął do środka,
szczęśliwy, że schronił się od przenikającego do szpiku kości zimnego wiatru.
Ponieważ była to wyjątkowo zimna i wietrzna noc, wielbłąd wsunął nos do namiotu
i zapytał, czy mógłby trochę go tu ogrzać. Jego pan, mając dobre serce i nie
widząc w tym nic złego, przyzwolił na to. Następna noc była również zimna.
Wielbłąd poprosił, by mógł wsunąć głowę do namiotu. I znowu koczownik nie
widział w tym żadnego problemu i zgodził się. Tak działo się jakiś czas.
Niewiele później wielbłąd poprosił, by mógł wsunąć dwie przednie nogi do
namiotu i wkrótce koczownik znalazł się na zewnątrz, ponieważ cały wielbłąd
wlazł do namiotu i dla niego nie było już miejsca. Tak jak koczownik nie miał
zamiaru pozwolić, by wielbłąd zajął jego miejsce, tak większość chrześcijan nie
planuje dać grzechowi zezwolenia, by zawładał ich życiem. Wiemy, że pewne
rzeczy są złe i nie powinny mieć miejsca w naszym życiu, lecz intrygują nas i
chcemy się przekonać, jak blisko możemy do nich podejść, nie biorąc w nich
udziału. Powoli podchodzimy coraz
bliżej, przekonani, że panujemy nad sytuacją, a nie zauważamy, kiedy to zło
zawładnęło naszym życiem i już nie mamy nad nim kontroli. Tak jak ten
koczownik, znaleźliśmy się na zewnątrz - na zimnie. Pewien wyleczony alkoholik
powiedział, że gdyby jego pierwszy kieliszek był tak okropny jak ostatni, nigdy
nie wziąłby drugiego. Jest wiele "wielbłądów",
które tylko czyhają, by wsadzić swój nos w nasze życie. Strzeżmy się
wszystkiego, co mogłoby zniszczyć nasze świadectwo dla Chrystusa.
"Kto nie odeprze pokusy natychmiast, jest już w połowie
zwyciężony."
/św. Hieronim/
