poniedziałek, 2 lutego 2026

Ew. Jan. 20:30-31




"Te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego."
Ew. Jan. 20:30-31

Mark Twain spotkał kiedyś człowieka, który narzekał na Biblię, że zawiera dużo zdań niezrozumiałych i denerwujących. Pisarz wysłuchał skarg, trochę pomilczał, a potem odpowiedział z namysłem: "Mnie przyprawiają o bóle głowy nie te niezrozumiałe zdania, ale te, które rozumiem". Biblia jest rzeczywiście księgą, która nie daje ludziom spokoju. Co jakiś czas pojawia się ktoś, kto usiłuje się z nią zmierzyć, obalić zawarte w niej przekazy. Jednak nawet i ludzie, którzy nie są jej jawnymi przeciwnikami, miewają z nią kłopot. Pismo Święte wymaga bowiem czegoś więcej, jak tylko tolerancji czy nawet podziwu. Słowo Boże żąda od nas osobistego ustosunkowania się do zawartych w niej prawd. Nie wystarczy wierzyć w Boga, lecz trzeba wierzyć Bogu, Jego Słowu, a ono odsłania nam drogę do wiecznego zbawienia przez wiarę w Jezusa Chrystusa, przez wiarę w Boże dzieło odkupienia. I tutaj zaczyna się problem dla tych wszystkich, którzy nie potrafią przyjąć łaski, bądź dzieło na Krzyżu uznają za niedoskonałe, wymagające poprawy ludzkimi dodatkami. Tym trudno czytać jakże jednoznaczne zdania o zbawieniu. Słowo Boże jest jedynym probierzem poprawności chrześcijańskiej nauki i praktyki. Nie ma żadnego "ale".

„Droga człowieka do Boga jest właściwie prosta, jeżeli człowiek jej sam nie pokręci.”
/Aleksander Fedorowicz/