"Te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem
Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego."
Ew. Jan. 20:30-31
Mark Twain spotkał kiedyś człowieka, który narzekał na Biblię, że zawiera
dużo zdań niezrozumiałych i denerwujących. Pisarz wysłuchał skarg, trochę
pomilczał, a potem odpowiedział z namysłem: "Mnie przyprawiają o bóle
głowy nie te niezrozumiałe zdania, ale te, które rozumiem". Biblia jest
rzeczywiście księgą, która nie daje ludziom spokoju. Co jakiś czas pojawia się
ktoś, kto usiłuje się z nią zmierzyć, obalić zawarte w niej przekazy. Jednak
nawet i ludzie, którzy nie są jej jawnymi przeciwnikami, miewają z nią kłopot.
Pismo Święte wymaga bowiem czegoś więcej, jak tylko tolerancji czy nawet
podziwu. Słowo Boże żąda od nas osobistego ustosunkowania się do
zawartych w niej prawd. Nie wystarczy wierzyć w Boga, lecz trzeba wierzyć
Bogu, Jego Słowu, a ono odsłania nam drogę do wiecznego zbawienia przez wiarę w
Jezusa Chrystusa, przez wiarę w Boże dzieło odkupienia. I tutaj zaczyna się
problem dla tych wszystkich, którzy nie potrafią przyjąć łaski, bądź dzieło na
Krzyżu uznają za niedoskonałe, wymagające poprawy ludzkimi dodatkami. Tym trudno
czytać jakże jednoznaczne zdania o zbawieniu. Słowo Boże jest jedynym
probierzem poprawności chrześcijańskiej nauki i praktyki. Nie ma żadnego
"ale".
„Droga
człowieka do Boga jest właściwie prosta, jeżeli człowiek jej sam nie pokręci.”
/Aleksander
Fedorowicz/
